Zastanawiasz się, jak uczymy? Sprawdź nasze lekcje demo!  >>SPRAWDZAM<<

Jak prosto z plaży wejść w branżę IT – część druga

P.: No to super. To jest na pewno dobra informacja! A powiedz jak wyglądał ten kurs? To było tak, że miałeś na początku jakąś lekcję pokazową? Coś takiego co skłoniło Cię do zapisania się, czy po prostu to był skok na głęboką wodę – zapisałeś się i poszedłeś na pierwsze zajęcia i zacząłeś programować?

T.: No, ja należę do tych osób, które analizują różne rzeczy w tym to, czy chcę się zapisać na kurs czy nie. Co prawda nie potrzebowałem takiej lekcji pokazowej, więc można powiedzieć, że to był skok na głęboką wodę – od razu zaczęliśmy naukę od zajęć praktyczno-teoretycznych. Pamiętam też, że przez pierwsze tygodnie pogłębialiśmy podstawowe zagadnienia, które ja powiedzmy już znałem. 

Natomiast był to dla mnie czas, w którym mogłem zadawać pytania na temat rzeczy, których nie mogłem zgłębić sam. Podczas kiedy szlifowaliśmy podstawy, rozmawiałem z trenerami i szukałem dodatkowych miejsc z danymi pogłębiającymi moją wiedzę. I tak to w skrócie wyglądało. 

Były to spotkania stacjonarne w grupie dziesięciu czy dwunastu osób. No i na początku przyswajaliśmy trochę teorii, a potem już zaczęliśmy pracować nad pierwszymi programami i pierwszymi linijkami kodów. 

P.: Okej, super. A powiedz – jak się czułeś gdy już napisałeś takie pierwsze linijki? Miałeś wrażenie, że to staje się coraz prostsze, że masz jakąś satysfakcję z tego, że już powoli to rozumiesz? Czy po prostu czułeś, że czeka Cię jeszcze mega wielki ogrom pracy, a to dopiero etap raczkowania?

T.: Tak, zdecydowanie to drugie. Na początku progres jest bardzo duży – może wydawać się, że nauka nie idzie aż tak szybko, ale w rzeczywistości idzie bardzo szybko, a wszystkie koncepty przyswaja się w krótkim czasie. Pamiętam, że z tyłu głowy miałem też taką wizję jak wielki jest ten świat i ile jeszcze nauki przede mną. Co w sumie zgadza się z tym co mówiłem wcześniej, że to może wydawać się przytłaczające. 

W rzeczywistości z każdym miesiącem nauka przyspiesza jeszcze bardziej, a materiał który na początku wydaje się być nie do przyswojenia, po roku, półtorej, dwóch – może trzech jest nam już znany i potrafimy zastosować naszą wiedzę w praktyce. Naprawdę nie powinno to nikogo przytłaczać na początku. 

P.: Jasne, brzmi dobrze. Brzmi naprawdę jak coś, co może niektórym osobom pomóc w momencie, w którym czują, że utknęli. A powiedz – jak to wyglądało jeżeli chodzi o Twoją pracę własną? Czy ten kurs wymagał od Ciebie spędzania samotnie dużej ilości czasu po zajęciach na testowaniu różnych rzeczy, uczeniu się, wykonywaniu jakichś prac domowych, czy raczej nie było to aż tak wymagające?

T.: Po zapisaniu się na kurs i decyzji, że chcę zostać programistą przestałem chodzić na studia i skupiłem się tylko na osiągnięciu nowego celu. Można powiedzieć, że moje życie podporządkowane było pewnej rutynie. Wieczorem chodziłem na kurs, a rano przez pięć czy sześć godzin programowałem we własnym zakresie. Zdecydowanie byłem skupiony na tym w stu procentach. 

P.: Czyli pełen etat nauki tak naprawdę. 

T.: Tak. W moim przypadku mogłem sobie pozwolić na to, żeby nie chodzić do pracy czy na studia i skupić się na kursie w stu procentach. 

P.: A myślisz, że gdybyś miał wtedy jakąś pracę i nie mógłbyś programować sobie w trakcie dnia czy uczyć się, to byłbyś w stanie to jakoś pogodzić? Czy jednak ten czas, który spędzałeś ucząc się, testując różne rzeczy był kluczowy, dlatego że faktycznie czułeś, że posuwasz się do przodu z tą wiedzą?

T.: Nie. No zdecydowanie myślę, że można to pogodzić. Pokazują to przykłady innych osób, z którymi chodziłem na kursy. Zdecydowana większość z nich pracowała lub uczęszczała na studia w tamtym czasie i mimo wszystko udało im się dostać branży IT. Myślę, że nie ma jednej drogi. Mój przypadek jest akurat taki. Jednak nie sądzę, że osoba, która pracuje na pełen etat lub na część etatu nie ma tyle czasu, aby we własnym zakresie się chociaż trochę douczyć. Myślę, że można to pogodzić.

P.: Jasne, to też potwierdzają historie naszych kursantów, ale byłam ciekawa Twojego doświadczenia – osoby, która nie musiała tego łączyć. A powiedz mi – generalnie jak to wyglądało, jeśli chodzi o to czy byłeś taką osobą techniczną od początku swojego życia? Kierunek studiów, o którym mówiłeś jednak jest bardziej techniczny, związany z informatyką i tematami – powiedzmy – trudniejszymi dla humanistów. A jak to wygląda z całym programowaniem Twoim zdaniem? Czy takie cechy humanistyczne mają też jakiś tutaj dobry wpływ?

T.: Ja zdecydowanie jestem humanistą. Idąc na ten kierunek nastawiałem się bardziej na pójście w stronę ekonomii, ekonometrii, pracy w banku czy też w biurze maklerskim. A można powiedzieć, że są to prace na pograniczu pracy ścisłej i pracy związanej z kontaktem z klientem. 

W tej branży, w której obecnie pracuję – branża blockchain, kryptowaluty, zdecydowanie brakuje osób, które potrafią dobrze się komunikować. Jest za to sporo osób z umysłem ścisłym, które wykonują konkretne i dokładnie sprecyzowane zadania. Wiele osób ma problem kiedy przedstawione wymagania są niejasne albo trzeba uzyskać dodatkowe informacje od klienta czy wykonać research. W tym wypadku umysły humanistyczne, przynajmniej w branży kryptowalut czy blockchchain są bardzo pożądane, a umiejętność komunikacji wręcz wymagana. 

Myślę, że obecnie w programowaniu odnajdą się zarówno osoby z umysłem humanistycznym, jak i ścisłym. Istnieje wiele kierunków, w których można się dalej rozwijać – można zostać konsultantem czy osobą pracująca na styku programowania i biznesu. Obserwujemy, że aktualnie na rynku brakuje osób wszechstronnych. 

P.: Okej, super. A jeżeli chodzi o ten rynek, skoro jesteśmy już przy tym temacie, to jakie były Twoje doświadczenia z szukaniem pierwszej pracy? Było to dla Ciebie problematyczne, bo byłeś jeszcze w trakcie kursu czy znalazłeś pracę dopiero po kursie? Jak to u Ciebie wyglądało? 

T.: Pracę zacząłem szukać, jak i znalazłem, dopiero po kursie. W ramach pierwszych edycji po kursie, mieliśmy rozmowy z potencjalnymi pracodawcami i pamiętam, że kiedy zostałem absolwentem otrzymałem chyba dziewięć albo osiem ofert pracy. 

P.: Super, fajnie. 

T.: Tak, bardzo fajnie to wyszło. I praktycznie miesiąc po zakończeniu kursu zacząłem pracę, więc poszło to, można powiedzieć, bardzo dynamicznie. 

P.: Super, czyli było z czego wybierać. A powiedz – jakie miałeś doświadczenia w ogóle jeżeli chodzi o rekruterów IT? Czy uważasz, że te rekrutacje wyglądają trochę inaczej niż w innych branżach? Wspominałeś, że nie miałeś jakiegoś dużego doświadczenia jeśli chodzi o szukanie pracy, ale na dziś dzień czujesz jakąś różnicę? Masz wrażenie, że te rozmowy wymagają czegoś więcej niż na przykład takie, o których opowiadają Ci twoi znajomi, niezwiązani z branżą IT?

T.: Prawdę mówiąc, tak jak powiedziałaś, nie mam wielkiego doświadczenia. Czy te rozmowy są inne? Wydaje mi się, że nie… Inaczej, są na pewno inne, ale nie są na tyle inne, aby się ich obawiać. Wydaje mi się, że standardowy proces, w którym brałem udział zazwyczaj podzielony był na kilka etapów. W pierwszej części odbywa się rozmowa na temat doświadczenia, weryfikacja umiejętności miękkich czy umiejętności komunikacji w języku angielskim. 

Kolejnym etapem często była rozmowa na temat projektu i technologii w nim wykorzystanych. A trzecim etapem była weryfikacja techniczna w formie rozmowy lub zadania do wykonania. Przeważnie proces ten podzielony był mniej więcej w ten sposób. Nie wydaje mi się, żeby mocno różnił się on od procesów w innych branżach. Może nie mam wielkiego doświadczenia, ale wyobrażam sobie, że mogą one wyglądać bardzo podobnie. 

P.: A wspomniałeś też o tych językach, że taki etap weryfikacji językowej ma spore znaczenie. Jakie masz w ogóle doświadczenia jeśli o to chodzi? Czy Twoim zdaniem angielski lub jakieś inne języki stanowiły szczególną zaletę związaną z poszukiwaniem pracy? Czy to w ogóle jest coś, co jest konieczne do wejścia do branży IT?

T.: Moim zdaniem język angielski jest absolutnie konieczny. Dobra znajomość języka angielskiego zdecydowanie otwiera wiele drzwi, nie tylko w Polsce, ale i za granicą. A w obecnej sytuacji, kiedy rynek pracy zdalnej jest globalnie otwarty, będąc w Gdańsku czy w Warszawie bardzo duża ilość osób może pracować i pracuje dla klientów ze Stanów, Kanady czy też z różnych zakątków Europy. Stąd ta komunikacja w języku angielskim jest tak istotna.

Na podstawie moich doświadczeń mogę również powiedzieć, że znajomość języka angielskiego w stopniu zaawansowanym bardzo pomogła mi w wielu sytuacjach i miejscach. Czasami odnoszę też wrażenie, że pracując dla klienta zagranicznego, zaawansowanie techniczne nie jest aż tak istotne jak komunikatywność w języku obcym, a osoba potrafiąca porozumieć się z klientem jest bardziej atrakcyjna na rynku pracy. I myślę, że jest to bardzo istotna informacja dla przyszłych kandydatów, chcących dostać się do branży IT. 

P.: Czyli znowu wychodzą tutaj te umiejętności miękkie. 

T.: Tak, tak. Jeżeli miałbym powiedzieć co jest bardzo ważne w tej pracy, to postawiłbym na umiejętności miękkie. Może nie każdemu wydaje się to oczywiste, ale moim zdaniem ta branża mocno się zmienia i obserwujemy bardzo duże zapotrzebowanie – przynajmniej w branży blockchain, krypto – na osoby, które potrafią nie tylko napisać to, co zostało im wyspecyfikowane czy wskazane jako task do wykonania, ale które same potrafią uzyskać pewne informacje czy to od klienta czy to od działu biznesowego. A taka umiejętność jest bardzo korzystna dla takich osób.

P.: Czyli okazuje się, że też taka umiejętność kombinowania i wyszukiwania informacji jest taką podstawą u Was?

T.: Tak, tak. 

P.: A powiedz – wracając do tej Twojej pierwszej pracy, bo teraz wspominasz o blockchainie. A jak to wyglądało na początku? Czym kierowałeś się wybierając język programowania, którego chciałeś się uczyć?

T.: Czym się kierowałem? Kierowałem się ilością materiałów do nauki, dostępnych w Internecie. No i w tamtym czasie, a był to rok 2016, zdecydowanie najłatwiej było wejść na rynek zaczynając od języka PHP i Java Script, więc były to dwie technologie, na których się skupiłem. 

Co istotne PHP, czyli język backendowy był w tamtym czasie najbardziej popularny i można było znaleźć dużą ilość materiałów, jak i ofert pracy na temat tej technologii. A to z kolei były dwa główne czynniki, które brałem pod uwagę wybierając języki, których chcę się nauczyć – ilość dostępnych materiałów i ilość ofert pracy związanych z daną technologią. 

P.: Czyli taka ogólna dostępność. I to były języki, z których korzystałeś w swojej pierwszej pracy?

T.: Tak. To były dokładnie te dwie technologie, z którymi pracowałem. Natomiast idąc do pierwszej pracy wiedziałem, że to są technologie, których nauczyłem się, aby wejść do branży IT. Docelowo chciałem pracować z zupełnie innymi technologiami. Z takim właśnie nastawieniem szedłem do pierwszej pracy, choć może nie było ono najlepsze. 

P.: Myślę, że to też super, bo to pokazuje możliwości. Zaczynasz od czegoś, co daje Ci fajną podstawę, a niekoniecznie determinuje całą ścieżkę Twojego rozwoju, więc to na pewno też jest fajna informacja.

T.: Tak. Natomiast ta moja ścieżka nie była taka prosta, bo musiałem uczyć się zarówno tego co wymagano ode mnie w pracy zawodowej, jak i tego co chciałem robić w przyszłości i czego uczyłem się w czasie wolnym. Z perspektywy czasu może inaczej bym do tego podszedł, ale już tego nie zmienię.

P.: Jasne. A powiedz w takim razie – jak wyglądała Twoja ścieżka rozwoju – od tych pierwszych języków, których się uczyłeś do momentu, w którym jesteś teraz?

T.: Jasne, tak jak wspominałem już wcześniej – pracę w IT rozpocząłem w 2016 roku, czyli pięć lat temu. Przez pierwsze półtora roku czy dwa lata, nie jestem pewny jaki dokładnie to był okres czasu, pracowałem jako programista związany z technologiami PHP i Java Script. 

Zajmowałem się utrzymaniem systemów ubezpieczeniowych, jak i systemów bankowych. Podczas pracy na stanowisku juniora, cały czas miałem na uwadze inne technologie, ale też funkcje, które chciałem pełnić w przyszłości. Z tego co pamiętam wówczas mocno interesowała mnie technologia SAP, czyli technologia komercyjna czy korporacyjna, służąca do tworzenia systemów zarządzania. Niestety bardzo ciężko było znaleźć oferty z tego zakresu. Ucząc się tej technologii miałem nadzieję, że pojawi się jakieś fajne stanowisko pracy związane z tym systemem. To się jednak nie wydarzyło, a moje zainteresowanie powędrowało w stronę kryptowalut.

I tak w 2017 roku zacząłem mocno interesować się tym tematem od strony inwestycyjnej. Możemy przyjąć, że był to też okres wzrostu dla samych kryptowalut. Na moją korzyść działał fakt, że miałem już półtoraroczne doświadczenie jako programista, więc zacząłem uczyć się tej technologii od strony technicznej i tak właśnie powstały moje pierwsze smart contracty i ich integracje. Uznałem, że to jest właśnie to co chcę robić i że to właśnie w tym kierunku chcę podążać, więc w wolnym czasie intensywnie uczyłem się tej technologii i zacząłem szukać pracy, która mogłaby mi umożliwić komercyjne pisanie smart contractów czy korzystanie z technologii blockchain. 

P.: Okej, a powiedz, tak może dla osób, które jeszcze tego nie wiedzą – czym są te smart contracty? Na czym to polega? Jak to działa?

T.: Smart contracty to tak zwane inteligentne kontrakty. Są to kawałki oprogramowania czy też całe programy, które znajdują się na sieciach blockchain. Kontrakt można sobie wyobrazić jako umowę, która ma swoje zdarzenia i te zdarzenia zostaną wykonane w momencie, kiedy zostaną spełnione konkretne warunki w formie zdecentralizowanej.

P.: Okej, czyli tak powiedzmy dla laika – to działa tak, że piszesz sobie taki kontrakt i on zakłada na przykład, że podejmiesz jakieś kroki inwestycyjne, jeżeli coś się wydarzy, tak?

T.: Tak.

P.: Powiedzmy – jeżeli jakaś waluta spadnie, to w nią zainwestujesz albo jeżeli wzrośnie to ją sprzedasz?

T.: Tak, zgadza się. Można też to sobie wyobrazić, że piszemy kontrakt, który zawiera umowę pomiędzy dwoma stronami, a płatność zostanie wykonana w momencie kiedy jakaś inna czynność zostanie wykonana. Czyli taka umowa, która automatycznie się rozwiązuje. 

P.: Jasne. Okej, a powiedz jeszcze – jak się z tym wszystkim wiąże blockchain? Co to jest? Na czym to polega?

T.: Blockchain to jest technologia, która w przybliżeniu jest zdecentralizowaną bazą danych. Chociaż tutaj pewnie warto też wytłumaczyć słowo – zdecentralizowana. Zdecentralizowana – to oznacza, że baza danych czy rejestr transakcji, ujęty w ramach blockchain nie jest przechowywany w jednym miejscu, nie jest scentralizowany. A najprościej mówiąc nie jest w posiadaniu jednej osoby czy też jednej firmy. Jest natomiast rozproszony i każdy członek tej sieci blockchainowej ma dostęp do transakcji i aktualnego stanu księgi transakcyjnej. A dane ustalane są poprzez potwierdzenie przez większość, że stan transakcji, który posiadają jest właściwym stanem księgi transakcyjnej. Można powiedzieć, że blockchain to rozproszona księga transakcji, która ma miejsce na danej sieci. 

P.: Okej. Mega ciekawe, fajnie. A powiedz w takim razie – jak od takiej pierwszej pracy doszedłeś do tego, że dziś masz własną firmę? Co sprawiło, że ta pierwsza praca zainteresowała Cię na tyle, że chciałeś rozwijać to dalej?

T.: Co sprawiło, że do tego doszło? Tak naprawdę rozwój branży kryptowalut i technologii blockchain – tak mi się wydaje. Byłem jedną z pierwszych osób w Polsce, a może nawet i pierwszą, która miała komercyjne doświadczenie z tą technologią. Możliwości w tej branży są ogromne, a specjalistów z doświadczeniem komercyjnym, którzy potrafią tworzyć programy lub już wspomniane inteligentne kontrakty jest bardzo mało.

Serwis wykorzystuje pliki cookies.

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Dowiedz się więcej.

zgadzam się