Jak prosto z plaży wejść w branżę IT – część trzecia

Dzięki mojej praktyce i temu, że byłem w stanie zebrać osoby posiadające doświadczenie podobne do mojego, założyliśmy własną firmę. Nie spodziewaliśmy się aż tak dużej ilości podaży pracy kiedy zaczynaliśmy i tak w zasadzie nie mieliśmy żadnego problemu ze zdobyciem pierwszych kontraktów, umów, no i tym samym pierwszych klientów. Można powiedzieć, że to wyszło samo z siebie, a pod naporem ofert pracy i zapytań uznaliśmy, że założenie własnej firmy i praca dla samych siebie zamiast dla kogoś jest dobrym pomysłem. I tak można powiedzieć – tak to się zaczęło i nam wyszło. 

P.: Super, mega fajnie. A powiedz w takim razie – jak to generalnie wygląda? Jaki mieliście najciekawszy projekt, którym zajmowaliście się po założeniu firmy?

T.: Najciekawszy projekt – myślę, że jest to projekt zdecentralizowanej giełdy, czyli giełdy opartej o inteligentne kontrakty, która płaci za składanie zleceń, a zlecenia są rozliczane w przyszłości w sposób zdecentralizowany. Takie zlecenie jest przetrzymywane przez określoną liczbę czasu i na konkretnych warunkach zostaje rozliczone lub nie. Natomiast za każde zlecenie giełda nam płaci, więc myślę, że jest to dosyć ciekawe.

  

P.: Fajnie. A powiedz – ile trwał taki projekt? Ile zajęła Wam realizacja? Jakie jest w ogóle Twoje doświadczenie jeżeli chodzi o pracę taką projektową w IT? Czy to są takie krótsze okresy czasu czy raczej długoterminowa współpraca?

T.: Jeżeli chodzi o moją branżę – branżę kryptowalut czy blockchain, to te okresy są zazwyczaj krótsze i trwają kilka miesięcy. Związane jest to z głównie z tym, że stosunkowo łatwo uzyskuje się dofinansowanie na te projekty, nawet nie posiadając gotowego produktu, dostarczając jedynie wersję MVP. Stąd bardzo często w ramach współpracy z naszymi klientami tworzymy wersje MVP, a klienci wychodzą z tym na rynek. Produkt jest weryfikowany pozytywnie lub negatywnie i albo następuje dalszy rozwój albo wstrzymujemy dalsze prace nad takim projektem. 

Odnosząc się do czasu trwania projektów – takim standardem w branży krypto są około trzy-cztery miesiące pracy. Myślę, że w tym okresie czasu jesteśmy w stanie stworzyć działający produkt. Przykładem tego jest projekt giełdy, o którym przed chwilą wspominałem. Nie jest on jeszcze skończony, ale jego szacunkowy czas określony jest właśnie na cztery miesiące, więc myślę, że doskonale wpisuje się to w to, o czym wspominałem wcześniej. 

P.: A myślisz, że jest to generalnie zaletą czy minusem w tym obszarze pracy? Z jednej strony fajnie, bo masz cały czas nowe projekty, więc trudno jest się pewnie znudzić tą pracą i poczuć, że to wszystko jest powtarzalne. Z drugiej strony nie ma takiego momentu, w którym już przyzwyczajasz się do swoich zadań i wykonujesz je w prosty sposób, powiedzmy z zamkniętymi oczami – tak jak w niektórych innych zawodach. Pewnie cały czas musisz się doskonalić. Myślisz, że to bardziej zaleta czy minus takiej pracy projektowej?

T.: Pewnie zależy od osoby. Dla mnie to jest bardzo duża zaleta. Jeżeli ktoś szuka stabilizacji, to nie polecam pracy z technologią blockchain czy z kryptowalutami. W tej branży wszystko dzieje się na tu i teraz, a zmiany następują bardzo dynamicznie. Nie mówiąc już nawet o tym, jak szybko ta technologia się rozwija – praktycznie w ciągu trzech miesięcy wszystko definiuje się na nowa, a naszą pracę zaczynamy od początku. 

Myślę, że sektor krypto nie jest przeznaczony dla osób szukających stabilizacji, a raczej dla ludzi szukających wyzwań i potrafiących działać w środowisku, w którym nie wszystko jest zdefiniowane czy określone. Często sami musimy wyszukać pewne informacje czy wymyślić jakieś rozwiązanie, bo nie wszystko posiada określone standardy. Nasza funkcja skupia się na researchu i developmencie, w ramach którego tworzymy nowe rzeczy, co dla mnie jest mega ciekawe.

P.: Super. Faktycznie brzmi to jak mega fajna dynamika pracy, w której ciężko jest się znudzić. Z jednej strony cały czas się uczysz. Z drugiej strony masz nowe projekty, wymyślasz nowe rzeczy. Mega fajnie. A powiedz – co byś doradził takim osobom, które jednak szukają stabilizacji? Obserwujesz jakiś taki obszar w branży IT, który wydaje Ci się, że jest bardziej stabilny?

T.: No jasne. Myślę, że stabilność można osiągnąć poprzez pracę w korporacjach czy pracę w dużych firmach. Zazwyczaj w takich organizacjach produkty są bardziej zdefiniowane; podobnie jak wizja czy planowanie rozwoju produktu ustalane są z dużym wyprzedzeniem na wiele lat lub co najmniej miesięcy. To właśnie w tego typu firmach szukałbym stabilizacji. Podobne wnioski wynikają też z rozmów z moimi znajomymi pracującymi w korporacjach. Zazwyczaj development rozwijany przez programistów jest tam spokojniejszy i zgodny z określonym kursem czy torem, czyli na odwrót niż w mojej specjalizacji, gdzie w każdym momencie wszystko może się zmienić. 

P.: A czy Twoim zdaniem to jest taka ogólna cecha Software House’ów, że wszystko dzieje się właśnie tak dynamicznie? Czy może jest to kwestia tej technologii? Czym powiedziałbyś, że różni się praca w korporacji od pracy w Software House’ie? 

T.: Nie do końca zgadzam się z tym, że jesteśmy Software House’em. Raczej jesteśmy firmą, która tworzy własne produkty, działając na zasadzie external teamów. Co oznacza, że klient może wynająć nasze zespoły i łącząc ich ze swoimi pracownikami, stworzyć teamy projektowe. Raczej nie świadczymy usług, w których wykonujemy projekty na fixed price, czyli na konkretne zlecenie. Stąd myślę, że nie do końca spełniamy założenia specyfiki Software House’ów. 

Zanim założyłem własną firmę pracowałem w wielu miejscach i przy różnych projektach, zarówno w start-upach, jak i korporacjach. Śmiało mogę stwierdzić, że specyfika branży krypto jest zupełnie inna niż w Software House’ach. Wszystkie osoby, które zaczynają przygodę z tą technologią, cały czas muszą się uczyć. Uczyliśmy się w zasadzie wszyscy razem, zaczynaliśmy od zera, stawialiśmy jakieś założenia czy mieliśmy konkretne oczekiwania, a często okazywało się, że projekt zmieniał się kilka razy w ciągu miesiąca. Okazywało się, że na przykład coś jest niemożliwe do zrobienia albo coś innego znacznie ułatwi nam pracę czy też produkt będzie ciekawszy jeśli zastosujemy inną metodykę pracy. 

P.: Jasne. A powiedz w takim razie – czy gdybyś miał coś zmienić na tej swojej ścieżce zawodowej, to jest coś takiego co Twoim zdaniem powinno potoczyć się inaczej? Wszystko wskazuje na to, że przez te kilka lat od kursu, przeszedłeś mega długą drogę. Kilka razy zmieniłeś technologię, w której pracowałeś i miałeś okazję potestować różne rzeczy. Czy zrobiłbyś wszystko tak samo?

T.: Od razu poszedłbym w krypto jeżeli bym mógł, ale było to niemożliwe, bo kiedy zaczynałem swoją przygodę z programowaniem, to krypto nie było jeszcze na takim etapie jak teraz. Mogę więc powiedzieć, że niczego bym nie zmienił. Zaczynałem jako junior developer, pracowałem na stanowisku regulara, jak i konsultanta, a obecnie prowadzę własną firmę.

P.: Czyli taka pełna ścieżka. 

T.: Można powiedzieć, że tak. Przeszedłem swoją ścieżkę etap po etapie. Było to trochę przyspieszone ze względu na specyfikę krypto czy blockchain. W zasadzie posiadając niewielkie doświadczenie, mam na myśli takie kilkuletnie, można powiedzieć, że jest się w tej branży seniorem albo można świadczyć usługi consultingowe. W tym sektorze nie ma osób z większym doświadczeniem niż te parę lat. 

P.: No właśnie, a jak to Twoim zdaniem wygląda, nawet jeżeli nie chodzi o samego blockchaina, ale ogólnie o branżę IT? Czy trudna jest ta taka ścieżka przejścia ze stanowiska juniorskiego na jakieś stanowisko mida? Ile to wymaga Twoim zdaniem czasu, pracy?

T.: Myślę, że dużo zależy od firmy. Każda organizacja ma inną definicję – mida czy juniora. Gdybyśmy podeszli do tego na zasadzie statystyki i spróbowali wyciągnąć jakąś średnią, to wydaje mi się, że junior zazwyczaj staje się midem po około dwóch i pół roku komercyjnego doświadczenia, ale nie ma na to reguły. Tak jak wspominałem każda firma przyjmuje inne definicje stanowisk. Podając przykład, myślę, że midem staje się osoba, która jest niezależna i potrafi sama tworzyć taski, ewentualnie korzystając z konsultacji bardziej doświadczonych programistów. Natomiast moim zdaniem taki mid nie potrzebuje już ciągłego nadzoru i pomocy. 

P.: A co doradziłbyś takiej osobie, która będzie świeżo wchodziła do tej branży, która zastanawia się właśnie nad tym, czy ta praca w ogóle będzie jej pasować, trochę boi się przebranżowienia? Co powiedziałbyś komuś takiemu, kto dopiero będzie zaczynał? 

T.: Aby taka osoba mocno skupiła się na języku angielskim. Z mojego doświadczenia wynika, że jest to kluczowa umiejętność, której wymagają pracodawcy. W dzisiejszych czasach klienci to głównie osoby mieszkające poza granicami Polski, stąd komunikatywny angielski jest niezbędny. Dzięki płynności w mówieniu, po pierwsze zespół wygląda bardziej profesjonalnie, a po drugie programiści są w stanie dospecyfikować zadania czy wymagania dotyczące projektu.

Ta znajomość języka to ogromny plus na rynku pracy w IT, więc jeżeli ktoś się waha i zastanawia się co zrobić przed kursem – ja bym zdecydowanie postawił na naukę języka angielskiego. 

P.: Okej, a jeżeli już byłbyś na tym dobrym etapie z angielskiego i zaczynałbyś zastanawiać się nad tym, który język programowania najlepiej wybrać, żeby zacząć. Co jest taką fajną podstawą, która może przydać się w późniejszych kierunkach rozwoju? 

T.: Myślę, że nie ma projektów, a przynajmniej nigdy o takich nie słyszałem, które nie zawierałyby w sobie Java Scriptu lub Type Scriptu. Pewnie dużo osób się ze mną nie zgodzi, bo Java Script nie jest językiem idealnym i ma swoje problemy jak na przykład to, że nie do końca kształtuje dobre wzorce i patterny wśród programistów. Jednak Java Script według mnie jest najbardziej uniwersalnym językiem i z mojej perspektywy najpopularniejszym w każdym projekcie, w którym brałem udział. 

P.: Jasne. A powiedz w takim razie jak to jeszcze wygląda z takiej Twojej perspektywy, kiedy siedzisz już dziś w tym miejscu, masz to doświadczenie. Czy będąc gdzieś tam na plaży, wyobrażałeś sobie, że Twoje życie może potoczyć się właśnie w ten sposób?

T.: Chciałem, żeby się tak stało. Jak pracowałem na plaży, jednym z naszych obowiązków była sprzedaż i wynajem parasoli. System wynajmu, z którego korzystaliśmy oparty był o kartkę i długopis. Po prostu spisywaliśmy komu i gdzie wynajęliśmy jakiś sprzęt. Pamiętam, że już wtedy zastanawiałem się czy byłaby możliwa automatyzacja tego procesu i bardzo chciałem mieć takie umiejętności, które pomogłyby mi ją wdrożyć. Wtedy nie wiedziałem jak coś takiego stworzyć, ale teraz myślę, że bez problemu mógłbym napisać taki program do obsługi sprzedaży. Można powiedzieć, że może nie marzenie, ale takie pragnienie, które wtedy miałem właśnie się spełnia.

P.: W takim razie faktycznie siedziało Ci to gdzieś z tyłu głowy. A powiedz jeszcze, może już tak na sam koniec – co Twoim zdaniem jest takim elementem, który sprawia, że naprawdę warto zdecydować się na wybór kursu IT zamiast studiów? Dlaczego to było dla Ciebie pomocne?

T.: Możliwe, że już o tym wspominałem, ale myślę, że nie zaszkodzi powiedzieć to kolejny raz. Zarówno tutoriale, jak i internetowe kursy stanowią ogromne źródło wiedzy, którą możemy poszerzać we własnym zakresie. Podczas studiów spotykamy się z osobami posiadającymi dużą wiedzę teoretyczną. Natomiast to co jest unikalne podczas kursów, to styczność z praktykami i zawodowymi programistami. Możemy zadawać im pytania dotyczące technologii, czy tego jak wygląda ta praca w rzeczywistości. Moim zdaniem to jest największa wartość tego kursu.

P.: A dzisiaj, jako osoba zajmująca się między innymi zatrudnianiem osób do swoich zespołów – bardziej zwracasz uwagę na taką wiedzę konkretną, praktyczną czy jednak ma dla Ciebie znaczenie to, czy ktoś ukończył studia czy kurs?

T.: Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. To, na co ja zwracam uwagę to są chęci i motywacja takiej osoby. Nawet jeżeli ma jakieś braki techniczne, to ważne jest dla mnie czy będzie na tyle zmotywowana, aby je nadrobić – to właśnie jest dla mnie najważniejsze. I też bardzo dużą uwagę przywiązuję do komunikacji, więc kolejną istotną dla mnie kwestią jest to czy dogaduję się z tą osobą. Zazwyczaj sprawdzam czy będzie nam się ze sobą dobrze pracowało. I między tymi aspektami są dla mnie umieszczone umiejętności techniczne, które nie stanowią najważniejszego elementu. 

Najbardziej zwracam uwagę na ogólny profil kandydata, jego motywację i cechy osobowościowe. Jest to taki mix w zasadzie. Nigdy też nikogo nie odrzuciłem, dlatego że jest po kursie albo nie jest po kursie lub skończył studia albo ich nie skończył. Powiem szczerze, że przeglądając CV osób, które rekrutujemy chyba jeszcze ani razu nie zwróciłem uwagi na edukację. 

P.: Okej, super. No to też jest ciekawa informacja. Dobra – dzięki wielkie za całą naszą rozmowę. Jakbyś miał to tak podsumować jednym, dwoma zdaniami, dając taką pigułkę tego, co warto mieć, żeby wejść do tej branży? Co to by było Twoim zdaniem?

T.: Co warto mieć? Po pierwsze motywacja, warto wiedzieć, że to jest coś, co chce się wykonywać. Po drugie język angielski na co najmniej dobrym poziomie i po trzecie komunikatywność, czyli umiejętność dogadywania się z innymi ludźmi. Odnośnie do kwestii technicznych, to jest już tylko i wyłącznie siedzenie i przepracowanie pewnych informacji we własnym zakresie. Mając te trzy rzeczy, o których wcześniej powiedziałem, to czy nam się uda jest tylko kwestią czasu. Po przyswojeniu technicznych aspektów nie ma już żadnych barier, aby rozwijać się w tej branży.

P.: Czyli Sky is the limit. 

T.: Dokładnie.